Miasta to nie tylko ludzka infrastruktura: drogi, budynki, tramwaje, koleje. Nowoczesne myślenie uwzględnia tak zwane korytarze ekologiczne, których sieć przenika nasze miasta, ale ciągle wiemy o niej bardzo mało. Żeby to zadziałało, potrzebujemy stworzyć lokalne centra edukacji ekologicznej. W „Gazecie Wyborczej Kraków” rozmowa z Kasprem Jakubowskim, architektem krajobrazu i edukatorem, prezesem fundacji Dzieci w Naturę.

Aleksander Gurgul: Dziś dzieci uczą się o przyrodzie przede wszystkim w zamkniętych salach.

Kasper Jakubowski: A w takim Londynie powszechnym jest prowadzenie zajęć właśnie w ośrodkach przy obszarach cennych przyrodniczo. Dzieci wychodzą na zewnątrz, uczestniczą np. w koszeniu łąk i trzcin. Tłumaczy im się, że sukcesję przyrody można zaakceptować albo ją kontrolować i tym samym ochronić łąkę przed zarastaniem, tak by nie stała się za chwilę lasem. Dzieciaki łowią też w bagnach i stawach, by zobaczyć, jaki świat żyje pod wodą. Z jednej strony odchodzi się od suchej wiedzy, z drugiej jest to przeciwwaga dla disneylandyzacji przyrody. Bezpośredni kontakt z przyrodą ułatwia potem rozmowy z dziećmi w domu, np. o śmierci i przemijaniu, logice życia, budowaniu relacji czy ludzkiej współodpowiedzialności. To, co sam odkrywam, idąc z dziećmi na spacer, to „małe Puszcze Białowieskie” w miastach i ich otoczeniu: zagajniki, uroczyska, niezagospodarowane enklawy leśne z dużą ilością martwego drewna. Tam można dzieciakom pokazać ważne dla środowiska procesy naturalne.

(…)

http://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,21864958,dzikosc-w-miescie-potrzebujemy-jej-jak-czystego-powietrza.html