Przebodźcowane elektroniką i mediami, niewybiegane, niesamodzielne; nie nauczone, że natura jest olbrzymią areną ekscytujących odkryć. Pokolenie takich dzieci opuszcza coraz częściej mury przedszkoli po wielu spędzonych w nich godzinach. Nic dziwnego, że los środowiska jest im obojętny. Więcej w rozmowie na blogu Do Korzeni.

Brak swobodnego kontaktu z naturą w systemie edukacji powoduje, że dzieci są niewybiegane, nie mają możliwości na pełną regenerację, koncentrację, ale też na poczucie pewności siebie, które daje przyroda. Gdybyśmy potrafili zobaczyć te zależności, rezultaty, jakie możliwości naszym dzieciom daje kontakt z przyrodą – to pod presją rodziców wprowadzilibyśmy „zielone godziny” do szkoły. A tak, przebodźcowane i niewybiegane dzieci, bez odpowiedniej, dziennej dawki tlenu, swoje problemy rozładowują w domu i często rodzice, równie zmęczeni i cierpiący na deficyt kontaktów z naturą, są bezradni. Wiem, bo sam jestem bezradny widząc, ile czasu na zewnątrz spędzają moje dzieci w szkole. Bo nie wiem, czy wiesz,  ale pogoda i błoto zabijają, i przez sześć miesięcy jesienno-zimowych wychodzić na dwór nie należy… Tak przynajmniej myśli część rodziców, zresztą nie tylko w przedszkolach samorządowych. Jeżeli chcemy dzisiaj nauczyć nasze dzieci niekonsumpcyjnego stylu życia, pełnego empatii dla ludzi, widzących coś więcej niż krawędź swojej wycieraczki, to przyroda jest naszym sprzymierzeńcem.

(…)

http://dokorzeni.pl/dzieci-w-nature/